drukuj

Chce być pochowany w dresach i butach sportowych

Józef Wojciechowski

- Na ścianie zabrakło miejsca na wszystkie trofea - mówi Józef Wojciechowski

Pokonał dystans ponadsiedmiokrotnie dłuższy od ziemskiego równika. Mimo 69 lat nadal biega. Zimą "tylko" 20 km dziennie. W testamencie zapisał, żeby żona pochowała go w dresach i butach sportowych

Zaraz po przekroczeniu progu mieszkania Józefa Wojciechowskiego, w długim przedpokoju widać półki z pucharami, statuetkami i gablotę pełną medali. Nie potrafi powiedzieć, ile tego jest, jak i zliczyć zawody, w których startował. Nie tylko w Polsce, ale i w wielu krajach Europy. Kolejną porcję medali wyciąga z szafki. - W prawie każdych zawodach coś zdobywałem - mówi zadowolony. - Część z tych zbiorów podarowałem wnukowi. Bardzo się ucieszył, no i mi sprawił przyjemność, bo jest dumny z dziadka.

Mimo 69 lat codziennie przebiega od 20 do 30 km. Wszystkie treningi ma skrupulatnie zapisane w zeszytach. Prowadzi je od 1959 r. Z podsumowania wynika, że pokonał dystans pozwalający ponadsiedmiokrotnie okrążyć ziemski równik. Niektóre samochody z takim przebiegiem nadają się na złom.

Gdy wraca pamięcią do zawodów, to widać, że większą satysfakcję sprawiał mu udział, dystans i rywalizacja, a nie kolejny medal czy kryształowy puchar. - Został jeden - dodaje. Jest szczególnie cenny, bo przypomina mi nieżyjącego już trenera. Resztę kryształów ktoś ukradł. Latem zostawiłem ot-warty balkon. Nie sądziłem, że można to zrobić.

Najlepsze wyniki przyszły, gdy skończył pięćdziesiątkę. Konkurencji jednak nie brakuje. Nadal bierze udział w wielu zawodach. Nie tylko w Polsce, ale i krajach europejskich m.in. w Finlandii, Holandii i Francji.
Bieganie to jego sposób na życie. - Gdy byłem dzieckiem ruszałem do szkoły na ostatnią chwilę, żebym musiał biec - wspomina. - Startowałem w wielu klubach, reprezentowałem Polskę na zawodach, ale w wieku trzydziestu pięciu lat postanowiłem przestać. Aspiracje miałem duże, a wyników, niestety, już nie było.

Wytrzymał pół roku. Przytył wtedy dwadzieścia kilogramów. Rosnący brzuch sprawił, że powrócił do zarzuconej pasji. Po pięciu miesiącach treningów zdobył w swojej kategorii wiekowej wicemistrzostwo Polski.
- Kocham ten sport - podkreśla. - Gdybym tylko mógł, to nawet pół dnia po lesie bym hasał. Czuję wtedy powietrze, mogę głęboko oddychać. Od roku jestem na emeryturze i mam trochę więcej czasu na książki, prasę czy telewizję, ale bieganie jest na pierwszym miejscu. Na szczęście mam bardzo wyrozumiałą żonę.

Jak długo zamierza biegać? - Nie wiem - odpowiada. - Będę to robił, dopóki zdrowie dopisuje i nogi wytrzymują. To jest moje życie.

W testamencie zapisał, żeby żona pochowała go w dresach i butach sportowych. - Nie chce się na to zgodzić - roześmiał się. - Mam przecież ładny, nowy strój sportowy, ale powiedziała, że i tak zrobi po swojemu.
Zapisu jednak nie zmienił. - W czym pobiegnę, gdy pan Bóg poprosi, żebym do świętego Piotra po coś poleciał - pyta śmiejąc się. - W garniturze i lakierkach?

W ostatnich tygodniach dokucza panu Józefowi zapalenie ścięgna Achillesa i musi oszczędzać nogę. Nie zamierza jednak sobie odpuszczać. Teraz chodzi z kijkami. Po zakończeniu kuracji znowu będzie biegał. Do dziewięćdziesiątki, a może i dłużej. Już zaprosił "Pomorską" na przebiegnięcie ostatniego kilometra. Ma zadzwonić za kilkadziesiąt lat.

Zdjęcia

  • Józef Wojciechowski

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać