drukuj

Zacierają ręce, ale nie z zimna. Sprawdź kto jest zadowolony z dużego mrozu

Kategorie: Tagi:
Mistrz zmianowy Wojciech Krauze sprawdza palenisko kotła

Mistrz zmianowy Wojciech Krauze sprawdza palenisko kotła

W składach opałowych kolejki po węgiel. Sprzedaż wyraźnie podskoczyła także w hurtowniach oleju opałowego. Na pełnych obrotach pracują i duże ciepłownie, i małe kotłownie.

Zacierają ręce, ale nie z zimna. Wreszcie interes się kręci. Dostawcy ciepła, sprzedawcy węgla i oleju opałowego odetchnęli!

Po ciepłym grudniu i pierwszej połowie stycznia zima zrobiła nam siurpryzę! Takich mrozów się nie spodziewaliśmy. Wielu z nas naprędce uzupełnia więc zapasy opału.

W składach opałowych jest więc ruch, jakiego od dawna nie było. - W ostatnią sobotę wpuszczaliśmy na plac tylko po trzy, cztery samochody - mówi Katarzyna Szymkiewicz, właścicielka jednego ze składów opału we Włocławku. - Pozostałe samochody stały poza placem, bo nie dawaliśmy rady z obsługą.

Nie tylko jednak klientów przybyło, ale i zwiększyła się sprzedaż. - Ci, którzy zwykle kupowali u nas po jednym worku węgla, teraz kupują po trzy, cztery - mówi Katarzyna Szymkiewicz.

Właściciele składów opałów przyznają, że interes nareszcie idzie tak, jak powinien. Ale ręce zacierają nie tylko sprzedawcy węgla. Zwiększoną sprzedaż notują także hurtownie oleju opałowego. - Ponieważ olej opałowy jest bardzo drogi, klienci nie kwapią się do uzupełniania zapasów na bieżąco - mówi Marek Kubiak z hurtowni "Petroval". - Gdy jednak przyszły mrozy, klienci nie czekają aż paliwa zabraknie. Stąd mamy więcej zamówień na dostawę.

Gdy termometr wskazuje poniżej 10 -15 stopni Celsjusza, kotłownie i ciepłownie pracują na pełnych obrotach. - Przy takich temperaturach do produkcji ciepła wykorzystujemy od trzystu do czterystu ton opału na dobę - mówi Stanisław Pawlak, zastępca prezesa w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej.

To oznacza, że jednej doby "idzie" na ogrzanie naszych mieszkań od pięciu do siedmiu wagonów węgla. Gdy zima była łagodna, a słupek rtęci zatrzymywał się na zerze, ciepłownia potrzebowała o połowę mniej węgla.

Szefostwo MPEC-u przyznaje, że w grudniu i w pierwszej połowie stycznia plan sprzedaży został wykonany tylko w 90 procentach. I dopiero od kilku dni dobowa produkcja jest sprzedawana w 100 procentach.

Czy MPEC zarobi na mrozach? Niekoniecznie? Im bardziej temperatura spada, tym więcej potrzeba opału. - A opał stanowi aż 40 procent kosztów produkcji ciepła - tłumaczy Stanisław Pawlak.

Dostawcy ciepła zarabiają najwięcej, gdy jest lekki mróz, czyli temperatura do minus 5 stopni Celsjusza, i wieje wiatr.

Zdjęcia

  • Mistrz zmianowy Wojciech Krauze sprawdza palenisko kotła

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać